Udział psa w wypadku samochodowym. Pies w dachującym samochodzie.

2015-03-01

Wypadek to dziwna rzecz. Nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy...
Pies nie rozumie co się dzieje, kiedy znajduje się wewnątrz dachującego samochodu. Albo wpadającego w poślizg i kręcącego się wokół własnej osi. Najgorsze, że nie można psa na to przygotować ani w żaden sposób z tym oswoić. Tym razem smakołyki i kliker są całkowicie bezużyteczne. Liczy się prewencja.
Nawet na krótką trasę autem zapinam psa w pasy bezpieczeństwa. Siła uderzeniowa pasażera to nawet 3 tony. Frodo waży 42 kilogramy. Wolę się nie przekonywać, jaka byłaby jego siła uderzeniowa w przypadku wypadku.
NIGDY nie przypinaj pasów bezpieczeństwa do obroży psa, bo go udusisz. Pies w pasach = pies w szelkach!
Jeśli wolisz wozić psa w klatce transportowej, pamiętaj, że musi być ona przymocowana do podłogi.
Czasem trudno uwolnić psa z pasów bezpieczeństwa, gdy jest unieruchomiony w wypadkowym aucie. Wtedy najlepiej po prostu odciąć pas. Obcy człowiek nie powinien zbliżać się do zagonionego w kozi róg strachu i szoku psa, aby gmerać mu przy ciele, próbując rozpiąć szelki. Pies może odebrać to jako atak na siebie i ugryźć w obronie własnej.

Nie zostawiaj psa samego na miejscu wypadku! Jeśli musisz pojechać do szpitala, ale jesteś przytomny, poczekaj do przyjazdu kogoś znajomego, kto zaopiekuje się zwierzakiem.
Jeśli właściciel psa jest nieprzytomny, policja wzywa tzw. patrol ekologiczny straży miejskiej, żeby zajął się czworonożnym uczestnikiem wypadku. Takie wezwanie zdarzy się dopiero po udzieleniu pomocy ludziom, więc jeżeli wymagane jest np. otwarcie drzwi samochodu, nikt nie zabezpiecza zaszytego wewnątrz auta psa. Zwierzę w szoku zostaje wypuszczone w siną dal. W takiej sytuacji pobiegnie przed siebie na oślep. Jeżeli znajduje się w obcej dzielnicy, innym mieście lub na trasie międzymiastowej i nie wpadnie wprost pod koła innych samochodów, na pewno się zgubi. W najlepszym razie odłowi go hycel i odstawi do schroniska. Tam sprawdzą, czy pies ma czip i powiadomią właściciela, o ile korzystają z bazy, do której jesteś wpisany (baz jest kilka i nie współpracują ze sobą), i o ile dasz radę odebrać telefon (bo możesz być akurat na oddziale intensywnej opieki medycznej – nie życzę ci). Schronisko zwykle czeka 14 dni na zgłoszenie się właściciela. A potem?
Słaby scenariusz. Wyobraziłam sobie, że odzyskuję w szpitalu przytomność i dowiaduję się, że nie wiadomo, gdzie jest mój Frodo. Oszalałabym niechybnie.
Aby więc tak się nie stało, wożę w swoich dokumentach kartkę z imieniem psa i kompletem telefonów do rodziny i przyjaciół, którzy mogliby w przypadku wypadku przyjechać na miejsce i odebrać Frodka. Nie wpisujcie w taką kartkę danych męża, partnerki czy rodziców, jeśli to z nimi mieszkacie i najczęściej podróżujecie! Może się bowiem zdarzyć, że oboje będziecie mieć wypadek (tfu, wypluwam to słowo!), a wtedy kartka się nie przyda.

Warto mieć na samochodzie nalepkę PIES W AUCIE, która poinformuje ewentualnych ratowników o tym, że mogą spotkać w środku psa.
Polskie służby ratunkowe nie są przygotowane do zajęcia się zwierzakiem biorącym udział w wypadku. Żadne oficjalne przepisy także tego nie regulują. Służby nie przechodzą szkoleń, jak wyjąć psa z samochodu, na co zwracać uwagę, aby nie zrobić mu krzywdy. W tym kontekście fanaberią wydaje się zastanawianie, czy policja wezwie do wypadku z udziałem psa pogotowie dla zwierząt…
I czy w ogóle takie pogotowie istnieje w twoim mieście.


Udostępnij: Facebook Twitter Google+ Wykop Blip E-mail



Jeśli potrzebujesz wsparcia i rady przy wychowywaniu swojego psa lub masz z nim jakiś kłopot i chcesz, żebym Ci pomogła – nie czekaj, aż problem się utrwali i powiększy – zadzwoń 510 257 940 i umów się ze mną na konsultację behawioralną w Warszawie lub przyjdź z psem na zajęcia szkoleniowe do mojej szkoły dla psów.